28 stycznia 2015

Rozdz. 2

-Nie marudź tylko mnie szybciej rozwiązuj, bo zara nie wyczymie! Sikać mi się chce! - krzyczałam z bulwersem. Po czym mama (Nancy), w końcu mnie rozwiązała. Wyleciałam jak strzała, jechałam na moich skarpeciochach jak różowy, puszysty kucyk pony na tęczy. Jechałam, skręciłam w kierunku schodów i nagle..... JEB! Kto do kurwy nędzy zostawia kapcie reniferki na środku przedpokoju?! A...... no tak..... to ja. Latałam po domu jak owsik w dupie. Już cała zwarta i gotowa stanęłam przed dzieffkami.
-WOW! - krzyknął kabanos (Jully) - jakiś kuźwa znowu rekord! Ogarnełaś się w 7 minut i 34 sekundy!
-WOW! WOW! USZANOWANKO! - przez drzwi wpadł Bartek (jednorożec).
-WHAT'S THE COLOR OF UNICORN?! - podbiegłam do niego z parówką, którą wzięłam wcześniej z kuchni i pacnełam go w czoło.
-PINK! - krzyczał.
-WHERE ARE THEY DANCING!
-RAINBOW! 
-I GESLER KURWA BĘC! - zaczełam się śmiać jak dziecie szatana. - ZA MNĄ FERAJNA! - wybiegłam przez drzwi prosto do naszego zacnego brum bruma.
 *
Jak już weszłyśmy do budy nasza wychowawczyni "histeryczka" ( czytaj historyczka ) wzięła nas do jednej z klas. Tam zobaczyłyśmy 5 szamalamadingdongów. Patrzyli się na nas jak byśmy latały z Tuskiem w czapkach kiedy jest +30.
-No co? No co? No co? - zapytała Carly.
-NIC! NIC! NIC! - krzyknął troche zirytowany naszym spóźnieniem lokowaty brunet.
-Ogarnij kłaki mopie, bo się jeszcze zadławisz i będzie kłaczek. - odpyskowałam mu. Już wiem, że nie będzie pokemonem. Oj nie.
-Pfff, wypchaj się barszczem buraku. - powiedział z kpiną w głosie.
-Okres ci się spóźnia czy w ciąży jesteś? - wywróciłam oczami.
-TY! - już miał się na mnie rzucać ale zatrzymał go jakiś facet w średnim wieku. 
-Uspokój się Harry. - nakazał mopowi. 
-OOOOOO nasz Haroldzik się wkurzył??? Hazza, Harry Harold, Haroldzik. - przedżeźniałam go. Mop miał ochote mnie zamordować, a ja tak poprotstu stałam i się na niego patrzyłam z politowaniem. JAK TAKA MAKA PAKA! Brunet i facet patrzyli na siebie i nic nie mówili. Zapadła na chwile cisza.
-Maka paka. - palnełam ni stąd ni z owąd.
-Co? - zapytał starszy ktośek.
-Jajco 1:0 dla mnie. Nie widziałeś maki paki? Zapierdlaj za pinki ponkiem! - wurzuciłam ręce w góre.
-Wyrażaj się. - opierdzieliła mnie historyczka.
-No dobra, może zacznijmy od początku. - zaproponowała Nancy.
-Dobraaaa. My was zostawiamy i macie mi się nie zgwałcić, pobić, zabić, nachlać i nie brać zioła. Czyli żadnych głupot. - wypowiedział ten stary ktośek, który nawet nie raczył się przedstawić. Pani Jenkins i facet wyszli.
-Hej, jestem Liam, a dla nich dady (brunet i czekoladowe oczy).
-Harry jestem.(agresor, mop i zielone oczy)
-Loui! (nadpobudliwy brunet z niebieskimi oczami)
- A ja jestem Niall. (chyba ma na imie Niall nic nie usłyszałam bo blondyn właśnie wpiepsza swoją 3 paczke chipsów).
-Ja jestem Zayn. Macie fajki? (karmelowe tęczówki, mulat). Zaczęła nas przedstawiać Jully.
-Hej, ja jestem Jully. I nie, nie mamy fajek. A to jest Kate ( ja tzn. burak ), tamta co ma tęcze zamiast mózgu to Carly, ta z falowanymi włosami to Nancy, ta ruuuu... (Amy jest tak naprawde ruda ale nienawidzi koloru swoich włosów, więc przefarbowała się na blond dlatego mówimy na kolor jej włosów że jest miedziany lub koniak )....blond to Amy.
-Masz 3 sekundy na ucieczke! 3!-wykrzyczała Amy i rzuciła się na Jully. Zaczęły się bić a ja wzięłam trochę chipsów z paczki blondasa. -Wow! Nasz Nialler daje ci zjeść troche swoich chipsów. - powiedział zdziwiony Liam. Po tych słowach Harry też chciał zjeść troche, więc skierował rękę w kierunku paczki bo pomyślał że skoro ja moge to on też , ale blondasek mu przeszkodził za pomocą pacnięcia w ręke. Na co ten tylko fuknął i strzelił focha.
-Ooo biedny Hazza nie dostał chipsika. Jak przykro. - powiedziała Carly. A ja nagle sobie przypomniałam, że życie Julli jest zagrożone przez Amy. Ja nadal wpiepszałam chipsy, a Nancy i Liam próbowali odciągnąć od siebie dziewczyny. Bez skutku, więc dołączył się do nich Zayn. Ale przez to, że to ciota a nie królik, nie udało im się. W końcu wkroczyła do sali nasza ukochana Pani Grace (szkolna piguła).
-Macie się natychmiast uspokoić! Kate co tak stoisz pomóż mi je rozdzielić! - zaczęła się na mnie drzeć jak chora psychicznie. To ta baba nie nosi przy sobie aspiryny dla nas? Dziwneee... . A tak poza tym nie wiem czy potem zjeść kisiel czy budyń. Ooooo wiem kisiel truskawkowy. Taaaa... .
-Kate co tak stoisz?! Rusz się i pomóż!-wykrzyczała wkurwiona piguła.
-No oczywiście, już pędze.- wywróciłam oczami.- A tak wogóle to jaki kisiel mam wybrać? Hmmm.... oto jest pytanie.
-Kate ogarnij się!!!- ta psychopatka nadal na mnie wrzeszczy.
-Dobra, dobra już idę. Niall zostaw dla mnie trochę i pomóż mi.- powiedziałam.
 -Ok. Tak poza tym mój testament jest w szufladzie obok łóżka. Uwaga, lece!- powiedział Niall i skoczył na bijącą się grupke. Skończyło się na kanapce. Na samym dole znajdowała się Amy. Potem Julli. Następnie piguła, Zayn, Liam, Nancy, ja i Niall na samej górze tak na dobitke.
-Nie jedz tyle bo będziesz kuleczką.-powiedziałam bo w porównaniu z moją wagą był waleniem.
-W życiu hahahaha.- zaczął się śmiać blondasek.
-A może jednak?-zapytałam.
 - Nie.-odpowiedział mi jak nadąsany 5-latek.
- Ej tam na górze! Może byście tak pomyśleli o mnie, co? - zapytała Amy, która pewnie leży spłaszczona na podłodze jak masło na chlebie.
    Mam nadzieje żeby nikt teraz nie wszedł do sali bo się chyba zabije. Oczywiście jak na zawołanie do pokoju wpadł dyro... oh ironio.
 - Co tu się wyrabia?!-zapytał.-I gdzie jest Pani Grace?
-Tuuu...jestem. - powiedziała to piguła ledwie oddychając i machając ręką pod naszymi ciałami.
 -O matko! Już Pani pomogę.-powiedział.
-Na szczęście, już myślałam że się tam uduszę. A ty moja panno powinnaś się wybrać do psychiatry-tu wskazała na Amy.
 - Yyyyyy...co?-Amy.
-Jajco! 2:0 dla mnie hahaha.-wykrzyknęłam a pielęgniarka się na mnie popatrzyła jak na debila.
-Wie Pan co? Oni wszyscy powinni się leczyć to jest chore co oni robią! Proszę ich jakoś ukarać za ten wybryk!...
(30 minut później)
 -...to są jakieś niedorozwoje mające nie stwierdzone ADHD! Jakaś patologia! Zresztą, wychodze! Do widzenia!- i nareszcie wyszła ołłłjee, nareszcie skończyła sobie zdzierać 100 letnie (a może i starsze?) gardło.
- Zostajecie po lekcjach wy bachory przebrzydłe!-zaczął się drzeć dyro. O nie znowu OH BOSZ!
-Ale fajnie! Kiedy?-zaczęła się wydzierać Carly.(poważnie Carly? poważnie?)
-Boże z kim ja żyje?- Nancy strzeliła facepalma. A chłopcy się na nas patrzyli jak na muminki. 
-Panie dyrektorze przepraszam ale, tak naprawde to wina pani pigu...przepraszam pielęgniarki.-wtrącił się ten co ma loki zamiast mózgu.
 -A od kiedy to?!-zapytał się wściekły dyro.
-No bo gdyby nie weszła to nikt by o tym nie wiedział.-stwierdziła kopia Pottera.
-Dziękuje za jakże przydatną wypowiedź Panie Styres.
-Styles-poprawił Lou.
-Myślisz że mnie to obchodzi?-odparł dyro.
 -Noooo....raczej tak. - odparł Liam.
-To się grubo mylicie! - powiedział nadal czerwony dyro.
-Może chce Pan trochę aspiryny? Mam iść zawołać Panią Grace? Bo może się Panu przyda?- zaczęłam się wypytywać jak kretynka a on się na mnie popatrzył morderczym wzrokiem. Gdyby wzrok umiał zabijać już dawno bym leżała martwa ze spinaczem na czole. Hahaha ten mój bąbel (czytaj głowa).
-To może mi Pan powie jaki kisiel mam wybrać. Truskawkowy czy wiśniowy? Może jednak wiśniowy... chociaż... a może jednak.... o albo jednak truskawkowy....no nie wiem.....hmmm....ciekawe. To co pomoże Pan?
-Won z tej klasy i jazda na lekcje.
-Yyyyy ale my jeszcze nie dostaliśmy planu lekcji. - krzyknął Niall.
 -Wiecie co?! Zejdźcie mi z oczu i wracajcie do domu, nie chce was więcej widzieć! - a ten zrobił mine jak ten gostek z "Koszmar ulicy wiązów".
-To my już idziemy. Adios.- krzyczała Jully- bęcwał- szepnęła.
 -Coś ty powiedziała?!-no i znów historia się powtarza. Czy my nigdy nie możemy stąd nigdy spokojnie wyjść?
-Nic, nic proszę Pana zupełnie nic. Do widzenia!- odkrzyknęłam. A po wyjściu z sekretariatu zdzieliłam Julii po głowie.
-Właśnie, dziś Kate dostała sms że w ten weekend nasza psiapsiuła organizuje impreze, idziecie? - zapytała Carly, a ja już miałam w głowie śmierć na 1000 sposobów.
 -Jaka impreza ja nic o tym nie wiem? Kto, gdzie, jak, kiedy?-zaczęłam palić głupa.
 -Nie udawaj Kate, o patrzcie-teraz wyjęła mój telefon z tylnej kieszeni i pokazała im treść wiadomości - to co idziecie? Boże, jak wróce do domu to ją przywiąże do krzesła i zacznę w nią rzucać nożami i talerzami tak na dobitke.
-Jasne-Louis.
 -Moment, dziś piątek?-spytała Amy.
-No co ty nie powiesz.-Jully.
 -No to widzimy się jutro. Pa- powiedzieli w tym samym czasie i odeszli. Już z niecierpliwością czekałam na te słowa.
-Pa- powiedziały wszystkie oprócz mnie. Byłam wściekła na dziewczyny bo jak mogły mi to zrobić? Tak po chamsku ich zaprosić bez mojej zgody.
 Wyszłam wściekła ze szkoły. Poszłam w kieunku domu i rozmyślałam nad tym jak się wykręcić z tego wszystkiego. Niestety nie mam weny i nie wiem co zrobić i nadal nikt mi nie pomógł w wyborze kisielu! Czy tylko ja nie wiem jaki kisiel mam zjeść?! O wiem! Wleje jeden do drugiego. Muahahahaha. Właśnie spojrzałam w kierunku naszego domu.
///////////
 Jestem na siebie wściekła, bo tak późno dodaje rozdział. Przepraszam za to ale mam za dużo nauki. Postaram się szybciej je pisać i częściej dodawać. 
Mam nadzieje, że rozdział się podoba :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz